|
|
|
|
MOTONEWS.COM.PL |
 |
Co zrobić w przypadku kolizji ze zwierzę |
|
data: 04.03.2007 | odsłon: 320 |
ŻYWE NIEBEZPIECZEŃSTWO
Pomocy chirurga wymagał kierowca Cinquecento, który na trasie z Dąbrowy Białostockiej do Lipska (podlaskie) zderzył się z łosiem. Zwierzę kolizji nie przeżyło. Takie spotkanie, może niekoniecznie z łosiem, grozi każdemu kierowcy. A zwierzęta nie mają ubezpieczenia OC.
Statystyk na ten temat nikt nie prowadzi. Nawet policja nie rozgranicza wypadków (a więc takich zdarzeń drogowych, w których uszczerbek na zdrowiu poniósł człowiek) z udziałem zwierząt. Nie rozgranicza tym samym w swoich statystykach także zdarzeń, w których brały udział zwierzęta dzikie, od zderzenia z krową, czy innym zwierzęciem domowym.
Tymczasem takich incydentów jest sporo. Jak mówi szef podwarszawskiego nadleśnictwa Drewnica, mgr inż. Waldemar Walczak, w 2003 r. na drogach przebiegających przez nadleśnictwo ujawniono 5 zabitych przez samochody łosi, 11 saren i 4 dziki. Prawdziwa liczba pozostanie jednak ciemna. Właściciele pojazdów najczęściej takich kolizji nie zgłaszają. Jeżeli szkoda w pojeździe jest niewielka, zazwyczaj naprawiają ją we własnym zakresie (często zabierając padłe zwierzę jako swoistą rekompensatę za poniesione straty, nie zawsze zdając sobie sprawę, że popełniają przestępstwo). W nadleśnictwie Drewnica straż leśna w ubiegłym roku (2003) schwytała na gorącym uczynku kierowcę, który sprowadził na miejsce kolizji drugie auto, zaczepił linę i usiłował ściągnąć zabitego łosia do zagrody. Sądzę, że gdyby te dane pomnożyć przez 5, a następnie przez 400 (tyle jest nadleśnictw w kraju), otrzymalibyśmy zbliżoną do prawdziwej liczbę zdarzeń drogowych z udziałem dzikich zwierząt.
Co do kolizji
Pomińmy w tych rozważaniach niewielkie uszkodzenia pojazdu, które kierowcy najczęściej naprawiają we własnym zakresie. Co jednak robić, gdy auto zostanie poważnie uszkodzone? Co robić wówczas, gdy poszkodowany w wypadku zostanie kierowca lub pasażer?
Szkodę materialną można likwidować ze swego autocasco (tracąc przy tym ewentualne zniżki lub dopłacając tzw. udział własny), szkodę na zdrowiu zaś - z polisy NW. Gdy jednak kierujący ubezpieczeń takich nie wykupił, sprawa się komplikuje. Jakiś czas temu Biuro Rzecznika Ubezpieczonych wydało w tej sprawie komunikat, rozpowszechniony przez PAP, z którego wynikało, że kierujący mogą zwracać się o odszkodowanie do koła łowieckiego. Niestety, sprawa nie jest taka prosta...
Teren całego kraju jest podzielony na około 4700 obwodów, na których gospodarują koła łowieckie (oraz niewielką liczbę obwodów niewydzierżawionych, zarządzanych najczęściej przez nadleśnictwa). Rzecz w tym, że w obowiązującym u nas stanie prawnym, bytująca na terenach obwodów zwierzyna nie jest własnością kół łowieckich, lecz państwa. Jeżeli więc na drogę wybiegnie nam łoś, nie mamy podstaw, by dochodzić naprawienia szkody od koła łowieckiego, albo od nadleśnictwa (z pewnym wyjątkiem, o którym piszę poniżej).
Nie znam przypadków rozstrzygnięć sądowych, które przyznawałyby odszkodowanie od kół łowieckich w sytuacji, gdy zwierzę wybiegło na szosę. Przede wszystkim kolizje ze zwierzętami mają miejsce zazwyczaj na terenach leśnych, a sądy stają na stanowisku, że kierujący pojazdem ma obowiązek zachowywać wówczas, jeżeli nie szczególną, to przynajmniej zwiększoną ostrożność i ograniczyć prędkość. Zwłaszcza - ale nie tylko wtedy - gdy droga jest oznaczona znakiem "uwaga! zwierzęta leśne".
Do zarządcy drogi
W niektórych sytuacjach jest jednak szansa na uzyskanie odszkodowania od zarządcy drogi. By było to jednak możliwe, należy udowodnić mu grzech zaniechania. W każdym terenie znajdują się miejsca, w których zwierzyna częściej niż gdzie indziej przekracza szosę. Związane jest to z przemieszczaniem się na tereny żerowania lub z innymi migracjami. Przyrodnicy mówią o tzw. ciągach ekologicznych, myśliwi - o tzw. wadze. Miejsca takie niekoniecznie musza znajdować się w lesie. I teraz, jeżeli poszkodowanemu uda się wykazać, że w miejscu, w którym doszło do kolizji, zwierzyna często przechodzi przez szosę, a zarządca drogi nie ustawił stosownego znaku ostrzegawczego, co niego właśnie należy kierować roszczenia. Wykazanie tego zaniechania nie jest wprawdzie najłatwiejsze, ale możliwe, gdy zbierze się oświadczenia leśników lub myśliwych. Przypomnijmy, że drogami krajowymi zarządza Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, poprzez swoje terenowe delegatury, drogi wojewódzkie leżą w gestii właściwych służb urzędu marszałkowskiego, drogi powiatowe i gminne podlegają starostwom powiatowym.
Kiedy do kół
Są przypadki, gdy roszczenia należy kierować do kół, a precyzyjniej mówiąc - do dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego. Jeżeli w okolicach drogi obywało się właśnie polowanie, można skutecznie dowodzić, iż przestraszona zwierzyna wyłącznie dlatego wtargnęła na szosę, że została wypchnięta przez nagonkę.
Jeżeli na drogę wypadnie zwierzę postrzelone, można twierdzić, że jego nienormalne zachowanie wynikało wprost z działania myśliwego.
Warto wiedzieć, że każde polowanie zbiorowe jest uprzednio zgłaszane w gminie, na terenie której się odbywa, natomiast każde polowanie indywidualne jest udokumentowane wpisem w zeszycie, znajdującym się w obwodzie łowieckim. Z udowodnieniem więc, że przyczyną wtargnięcia zwierzęcia na szosę były łowy, nie powinno być problemu.
Dodajmy tylko na marginesie, że w niektórych krajach UE obowiązuje zasada zobowiązująca prowadzącego polowanie do ustawienia na czas jego trwania znaków drogowych ostrzegających podróżnych o potencjalnym niebezpieczeństwie wtargnięcia na drogę zwierzyny. W Polsce - jak na razie - obowiązku takiego nie ma.
Wszyscy myśliwi są ubezpieczeni w zakresie odpowiedzialności cywilnej za szkody, wynikające z przeprowadzania polowania, w Concordia Wielkopolska Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych, i tam właśnie, bezpośrednio lub za pośrednictwem koła, można zgłaszać ewentualne roszczenia.
By jednak roszczenia te (niezależnie od tego, czy kierowane są do koła łowieckiego, czy zarządcy drogi) były skuteczne, należy pamiętać o zachowaniu właściwych procedur.
• Po pierwsze: do kolizji - właściwie zabezpieczywszy jej miejsce - należy wezwać policję lub straż leśną (za pośrednictwem najbliższego leśnictwa). Należy zażądać sporządzenia dokumentacji ze zderzenia ze zwierzęciem oraz opisu zakresu szkody.
• Po drugie: trzeba udokumentować albo fakt odbywania się w tym czasie polowania, albo złego oznakowania drogi. Dane dotyczące adresów zarządców kół łowieckich powinny znajdować się w gminach i starostwach, miejsce przechowywania tzw. książki wyjść powinien ujawnić zarządca obwodu.
• Po trzecie wreszcie: w żadnym przypadku nie należy zabierać zabitego zwierzęcia. Jest to przestępstwo, a ponadto konsumpcja niezbadanej przez weterynarza sztuki może mieć bardzo ciężkie konsekwencje dla zdrowia.
A najlepiej jest uważać. Przede wszystkim na granicy dnia z nocą. Jest to bowiem czas, gdy zwierzyna (wieczorem) wychodzi na meijsca żerowania lub (rankiem) wraca z nich do zwoich ostoi.
Źródło: Mieczysław Remuszko "Żywe niebezpieczeństwo"
MOTOR nr 5 (2642), 27 stycznia 2004, str. 34-35 |
|
dodał:
|
|
|